wtorek, 13 sierpnia 2013

Nuda żywicielką niewydajności.




Oto ja. 
Tak właśnie wyglądam w te wakacje. 
Czy to nie dziwne, że mając cała masę wolnego czasu i świetne plany na każdy dzień, kończy się na tym, że leżę i nic nie robię. 
Dzieci dostały dwa miesiące dla siebie i mają w dupie wszystko co znajduje i dzieje się wokół nich. Bogu dzięki za szkołę. 
Mało tego. Jak to możliwe, że mimo tej okropnej bezczynności zauważyłam nagły spadek wartości mojego, i tak już dostatecznie ubogiego portfela? 
Więc tak Moi Drodzy, dzisiaj na pierwszy plan wezmę ową nudę, która niszczy wszelką wydajność. Myślę, że dopada ona każdego. Niezależnie od tego jak wiele propozycji krąży wokół nas, jeżeli nie mamy jakiegoś bata nad głową, który napędza nas do działania, to za nic się nie weźmiemy. A przynajmniej ja tak mam. Z jeden strony każdego dnia zrobię coś co mnie rozwija, ale niestety ani tego nie utrwalę, ani nie wykorzystam, przez co cały dzień mam zmarnowany. 
Tak więc puszczam pytanie w przestrzeń, być może ktoś z Was wie co robić. Jak pozbyć się tej toksycznej przyjaciółki i w końcu podjąć coś z czego mogłabym być zadowolona. W końcu zostały mi jeszcze całe trzy tygodnie, a wolę ich nie marnować. 

czwartek, 18 lipca 2013

Chuliganka - Izabela Jung (uwolniona ekspresja)


Dawno żadnego posta nie było,
Bowiem czas w wakacje płynie zbyt miło. 
Teraz mam zamiar powitać Was szczerze, 
W to, że się z tego ucieszycie niestety nie wierzę. 
Dziś na tapetę wezmę pewną książkę, 
Napisaną przez polską psycholożkę. 
Jej tytuł agresywny, intrygujący,
"Chuliganka" - Od samego początku tej powieści broniący. 
Okładka jest urocza i kobieca, 
Już z daleka ten twór poleca. 
Jej treścią niezwykle zaciekawiona, 
Bowiem książka wydawała mi się być przez krytyków ceniona, 
Usiadłam z ochoczą radością, 
Początkowo oczarowana jej lekkością. 
Tematyka jeszcze nie za bardzo oklepana. 
Historia nie była zbyt skomplikowana.
Była sobie pani, mniej więcej w wieku trzydziestu lat,  
Którą zainteresował czeczeński Mulat.
Niby mężatka, swym dzieciom oddana, 
Jednak do obcych facetów, bezwstydnie wygadana. 
Cóż tak to już bywa ze zmiennymi kobietami, 
Które bezwiednie czarują swymi względami. 
Nie ma co opowiadać, myślę, że treść jest już wyjaśniona, 
Teraz moja opinia zostanie wyjawiona. 
Czasem tak bywa, iż nie wszystko trafia w gusta. 
I dobrze, gdyż wtedy różnorodność człowiecza byłaby zbyt pusta. 
Niestety ckliwa opowieść miłosna, 
Wydała mi się nieco zbyt beztroska. 
Ciężkie, długie, płytkie opisy
Głównej bohaterki emocjonalne popisy.
Nie, to nie dla mnie, a na pewno nie w tym stopniu,
Tym bardziej w tak gorącym, ostatnim tygodniu. 
"Barwy szczęścia" to chyba ulubiony serial autorki, 
Gdyż często przywoływała kończące odcinki, muzyczne utworki. 
W tym teoretycznie nie ma nic złego, 
Byleby uniknąć kiczu, lub czegoś jeszcze gorszego. 
Najbardziej jednak rozczarowała mnie obojętność, 
Żony wobec męża, dzieci. Emocjonalna bezwzględność. 
Nasza bohaterka, dopiero pod koniec swego romansu, 
zaczęła myśleć o wadze zabronionego, miłosnego transu. 
Nie będę już więcej o tej książce plotkować, 
Szlachetnym rymem częstochowskim Was częstować.
Książkę mam za zadanie Wam odradzić, 
Jednak nakazuję przy okazji własnej duszy się poradzić, 
Czy warto na tę pozycję czas poświęcić, 
Nie mam zamiaru Was do niej zbytnio zniechęcić.


3/10 

Wybaczcie mi tak długą nieobecność, zachęcam do przeczytania "Uwolnionej ekspresji", gdyż pisało mi się wyjątkowo dobrze. Mam nadzieję, że wyszło nico kiczowato, gdyż taki był właśnie zamysł. ;))