Myślę, że część z Was już wie, że bardzo nie lubię biografii. Najwyraźniej po prostu dotychczas trafiałam na nie najciekawsze pozycje. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że "Oczarowanie" w jakimś stopniu zmieniło moje nastawienie. Z pewnością Audrey Hepburn jest szalenie ciekawą osobą, gwiazdą kina oraz po prostu wzorem dla niektórych z nas. Właśnie dlatego bardzo chciałam ją przeczytać.
Książka jest podzielona chronologicznie. Nie można się w niej pogubić, bo każdy rozdział to inny rok. Głównie składa się z tekstu napisanego przez Spoto, jednak sporadycznie wkradają się również listy Audrey bądź jej przyjaciół, znajomych, współpracowników i rodziny.
Ogólnie rzecz biorąc książka mi się nawet podobała. Na pewno nie spodziewałam się tego jak bogata była przeszłość tej kobiety. Niby słyszało się o niej tak wiele, ale jednak jestem przekonana, że wielu z nas nie jest nawet świadomych jej dorobku. Co najważniejsze zapamiętałam o niej całkiem sporo informacji, a to w moim przypadku jest bardzo ciekawe, bo mam dobrą pamięć lecz krótką. A póki co jeszcze się trzymam i jestem w stanie sobie przypomnieć wiele faktów i nazwisk.
Początkowo byłam nią trochę znudzona. Nie mogłam się przemóc i zwalczyć ochoty czytania innych, bardziej pożądanych przeze mnie książek. Raz pokonywałam tę pokusę raz nie. Z tego powodu książkę czytałam częściami, co z pewnością było niekorzystne dla ciągłości historii Audrey i całkowitym wciągnięciu się w jej historię. Jednak większość książki, która jak dla mnie była najważniejszą częścią przeczytałam "nie przerywając innymi książkami". Przyznam, że się wciągnęłam. Szczególnie przy opisach filmów Audrey i jej romansach, które były liczne. No ale nie ma co się dziwić, w końcu była ona piękną i naprawdę bardzo urzekającą osobą.
Przez całą książkę cały czas przewijało się to jak wspaniała, kochana i urocza była Audrey. Jakoś nie chciało mi się wierzyć w te słowa. Byłam pewna, że mówią tak o niej jedynie dla szacunku, który chcieli jej oddać ze względu na to jaką genialną i znaczącą aktorką była. Chciałam się jednak przekonać, czy to ja mam rację, czy jednak potrafiła ona zaczarować każdego. Oprócz tego, że za cel obrałam sobie oglądnięcie kilku filmów z jej udziałem postanowiłam wcześniej zrobić mały rekonesans. Z książki wiedziałam, że czasem jej rola wymagała aby coś zaśpiewała. Z racji tego, że kocham muzykę postanowiłam obejrzeć jedną piosenkę w jej wykonaniu. Nie od dziś wiadomo, że kiedy się śpiewa człowiek otwiera się całkowicie i zachowuje się bardzo naturalnie. Kiedy zobaczyłam jej wykonanie "Moon River" ze "Śniadania u Tiffany'ego" byłam w ciężkim szoku. Nie dlatego, że zaśpiewała tak wspaniale i cudownie. Tylko dlatego, że okazało się, iż faktycznie jest tak urocza. Zaczarowała mnie w niecałe dwie minuty. Po tym fakcie stwierdziłam, iż koniecznie muszę oglądnąć część jej filmów.
Na dodatek kiedy dowiedziałam się, że pod koniec jej życia wspierała UNICEF zupełnie uległam i stwierdziłam, że nie tylko była wspaniała, zdolna, pracowita i urocza, ale również dobra. Robiła to zupełnie bezinteresownie. Nie przepraszam. Dostawała całego dolara rocznie.
Wybaczcie, rozpisałam się o samej bohaterce tej książki, a powinnam coś powiedzieć o samej biografii. Czyta się ją stosunkowo przyjemnie. Niestety niektóre fragmenty są w stanie trochę zanudzić, ale w większości jest ona ciekawa. Niestety brakowało mi jednego. Trochę za dużo było suchych faktów. Taka wyliczanka. Tu zagrała taką rolę, tam taką, potem robiła to i wyszła za tego. Brakowało mi pewnej ciągłości i wartkości. Ale nie było aż tak źle. Myślę, że tę książkę można zaliczyć do typowych, całkiem przyzwoitych biografii.
Polecam z samego względu na Audrey, którą po prostu trzeba poznać. I później zobaczyć na dużym, bądź małym (np. komputer) ekranie. Zabierajcie się do czytania i oglądania!